|
Czy możemy być wolni, będąc z drugim człowiekiem? Absolutnie tak. Jestem wolny, gdy czuję, że chcę być właśnie z tą osobą. Człowiek wolny robi, co chce. Może powiedzieć: „nie muszę z tobą żyć, ale dobrze jest z tobą żyć” – mówi dr Alfried Langle,
austriacki psychoterapeuta, uczeń Viktora Frankla, twórcy psychologii
egzystencjalnej, w rozmowie z Renatą Arendt-Dziurdzikowską.Czy można nauczyć się miłości? Wzbudzić ją w sobie?
Miłość nam się przytrafia. Nie możemy sobie nakazać: kochaj! Nie możemy
sobie rozkazać: przestań kochać! Nie cierp, gdy ona odchodzi. Miłość
musi się wydarzyć we właściwy, esencjonalny sposób. Zaczynamy kochać w
momencie, gdy ujrzymy istotę drugiego człowieka, która rezonuje z naszą
istotą.
Co to znaczy „rezonować z istotą drugiego człowieka”?
Rozpoznajemy siebie w partnerze. Mówimy wtedy: „jakbym cię znał od
zawsze”. Albo fascynuje nas odmienność: „ty jesteś czymś, czym ja nie
jestem”. Przyciąga nas i porusza istota tej osoby. Widzimy jej
wyjątkowość. Gdy ktoś pyta: „dlaczego kochasz właśnie ją?”,
odpowiadamy: „ponieważ ona taka jest”. Jest taka, jaka jest,
niepowtarzalna.
Albo mówimy: „kocham go, bo mamy radosny seks”, „ona tak dobrze gotuje i dba o dzieci”.
To znaczy, że ukochaną osobę postrzegam jedynie poprzez możliwość zaspokojenia swoich potrzeb i braków.
Dajemy sobie to, co możemy dać. Miłość jest także po to, byśmy mogli zaspokajać potrzeby i braki.
Oczywiście. Ale by spełniać potrzeby, miłość nie jest konieczna.
Potrzeby seksualne można zaspokajać bez miłości. Podobnie potrzebę
ochrony, opieki, przytulności. Głód można zaspokoić, jedząc szybko
cokolwiek. Potrzeby spełniane w ramach miłości można porównać do
pięknie przygotowanego jedzenia. Jemy, sycąc oczy pięknem, delektując
się smakiem. Jeśli ukochana zaspokaja moje potrzeby z czułością i
delikatnością, to jej miłość mnie uskrzydla, daje mi siłę.
Miłość jest rezonansem naszych esencji. Gdy przydarza mi się taka
miłość, wtedy nie patrzę na ukochaną jak na środek do osiągnięcia celu.
Jeśli widzę twoją esencję, a ty widzisz moją, wtedy twoje życie jest
tak samo ważne jak moje, twoje potrzeby są tak samo ważne jak moje.
Nasz związek oparty jest na równowadze i wymianie. To jest miłość pełna.
Miłość to duchowa sprawa. W miłości widzimy ukochaną osobę w jej
najwyższej postaci – widzimy nie tylko to, kim jest w tym momencie, ale
także, kim może się stać. Gdy kocham, wierzę, że przyczyniam się do
rozwoju ukochanej.
Miłość musi się wydarzyć. Co wtedy, gdy się nie wydarza? Jedni z nas są wybrani przez miłość, a inni skazani na bez-miłość?
Nie do końca. Coś można zrobić. Możemy zbliżyć się do drugiego
człowieka. Popatrzeć w oczy. Uruchomić empatię, czyli stworzyć
przestrzeń do tego, aby powstała możliwość miłości, aby mogło dojść do
rezonansu naszych esencji. Postanawiam zbliżyć się do ciebie poprzez
delikatność, pogłaskanie po twarzy, po dłoni, spojrzenie w oczy,
zainteresowanie tym, kim jesteś.
Nie mogę stworzyć miłości, ale mogę otworzyć się na nią. Czy nastąpi spotkanie naszych esencji? Tego nie wiadomo.
Otworzyłam się i pokochałam. Ale przeminęło. Głównie doświadczamy takiego przebiegu zdarzeń.
Dlaczego przemija?
Miłość to decyzja. Podejmujemy decyzję. Zgadzam się na miłość. Na
ciebie. Możemy wpływać na miłość, wzmacniając ją albo osłabiając. Jeśli
kogoś kocham, zwracam się do tej osoby, szukam z nią bliskości. Mam w
sobie głębokie „tak” właśnie dla niej, dla naszej miłości. Miłość można
ująć w czterech słowach: „Moje tak dla ciebie”. To jakby mówić: „To, że
istniejesz, jest dla mnie dobre, najlepsze. Widzę ogromną wartość w
tym, że jesteś taka, jaka jesteś”. Z tej perspektywy nawet miłość
nieszczęśliwa nie jest nieszczęściem. Jeśli ktoś, kogo kocham, opuszcza
mnie, mogę wtedy powiedzieć: „Dalej będę żył moją miłością do ciebie.
Jeśli nie możesz mnie kochać, dla ciebie będzie lepiej, gdy odejdziesz
i z kimś innym znajdziesz szczęście. Żyj swoim życiem i niech to będzie
dobre życie”.
Decyduję, że chcę wzmacniać miłość. W jaki sposób?
Poprzez akceptację. To jest nieustanne przyglądanie się swoim uczuciom:
co akceptuję w ukochanym, a czego nie? Co mi w nim przeszkadza? To,
czego nie mogę zaakceptować, staje między nami. Czy czuję się
akceptowany? Jeśli nie, muszę to powiedzieć. Kiedy lubię być z tobą, a
kiedy nie? Przy których twoich zachowaniach moja miłość się kurczy? Jak
ty czujesz się ze mną w różnych sytuacjach, na przykład w towarzystwie
innych? Porozmawiajmy o tym. Ważne, egzystencjalne pytanie brzmi: Czy
chciałbym wyjść za siebie za mąż? Czy chciałabym się ze sobą ożenić?
Jeśli zadajemy sobie te pytania, to znaczy, że związek żyje;
podtrzymujemy, pielęgnujemy miłość. Inne ważne pytania: Co chcemy razem
zrobić? Po co ze sobą żyjemy? Jakie są nasze wspólne cele? Jaki jest
sens naszego związku? W dobrym związku czuję się przyjęty, akceptowany,
doceniany, zaangażowany we wspólne przedsięwzięcia, w rozwój. Chcę się
oddawać wspólnym działaniom.
Co we mnie cenisz? – zapytałam ukochanego. – Czym obdarowałam cię przez
te wszystkie lata? Jego odpowiedź dała mi życie, wzniosła nasz związek
na wyższy poziom.
Dostałaś skarb. Dzieje się coś ważnego, co ma dużą siłę, gdy słyszymy,
że ktoś bliski nas docenia. W związkach czujemy się raczej
niedocenieni, pominięci, wykorzystani. To jest częste. To widać, gdy
para przeżywa kryzys i zwraca się o pomoc do specjalisty. Pytam
mężczyznę, który od 20 lat jest w związku z kobietą, co ceni w żonie.
Jest zaskoczony, nigdy nie zadał sobie takiego pytania. A kobieta to
czuła, więc walczyła, kłóciła się, krytykowała go, nie umiała
powiedzieć, czego jej brakuje, a on się bronił, bo nie wiedział, o co
jej chodzi.
Kochać to „odświeżać” kochaną osobę, mówić: „Dzień dobry, kochanie”,
pytać: „Jak się dzisiaj masz?”, „Jak minął dzień?”. Trochę otwartości
daje tak wiele życia. Spróbujcie popatrzeć sobie w oczy i powiedzieć
swoje imiona. To bardzo intymne wydarzenie. Ono znaczy: chcę cię
rozpoznać w twojej istocie. Chętnie inwestujemy w miłość, gdy jest
młoda. Im bardziej powszednieje, tym częściej wycofujemy energię, co
osłabia miłość, osłabia związek. Często wydaje nam się, że możemy się
wycofać i nic się nie zmieni. Jesteśmy w błędzie. Milczenie, obojętność
to znaczące sygnały. Każdą decyzją – także obojętnością – tworzymy
przyszłość. Sztuką jest w szarym, codziennym, upływającym życiu
odkrywać sens i znaczenie. Odmładzać miłość. Postrzegamy życie jako
walkę, zapominamy o zachwycie. Jest takie chasydzkie powiedzenie: „Z
wiekiem kobieta staje się coraz piękniejsza, ale widzi to tylko ten,
kto ją kocha”.
Od 30 lat jest pan w związku z kobietą. Wychowaliście czworo dzieci. W jaki sposób udało wam się zatrzymać miłość?
Zobaczyłem w niej coś, co głęboko poruszyło moje serce – subtelność,
delikatność jej istoty. Tak się zaczęło. Przez te wszystkie lata
widziałem, jak bardzo się stara, ile mi daje. Nie zawsze byliśmy w
dobrym humorze, bywaliśmy agresywni, nie mieliśmy czasu dla siebie. A
jednak nieporozumienia i kłótnie nie były w stanie zatrzeć tamtego
wrażenia, poruszenia. To jest jądro naszego związku. Poradziliśmy sobie
z wieloma trudnymi sytuacjami, tak dobrze się znamy. Wspólne
doświadczenia z czasem nabierają coraz większej wartości. Łączą. Nie
zawsze ludzie, którzy są razem, doceniają wspólnie przeżyte lata.
Słyszałem od wielu par, że dopiero wtedy, gdy się rozstali, dotarło do
nich, jak ważne było to, co wydarzyło się w związku. Dojmująco
odczuwali stratę wspólnie przeżytego życia.
Źródło:onet.pl
|